15.08.2019
Skład: Raku i Ja
Trasa: Wałsnów - Kunin - G. Skoszyńska - Rez. Szczytniak - Rez. Małe Gołoborze - Przełęcz Jeleniowska - Rez. Góra Jeleniowska - Paprocice - Kobyla Góra - Trzcianka, ok.25 km
Skała, głaz, głazior, odłamek, okruch, kamyczek, kamień. To, co z pozoru wydaje się martwe, potrafi tętnić własnym życiem. Poważnie. Przy tym potrafi też zachwycać. Zarówno gościa, który łazi po górach z plecakiem tak długo, że wydaje się, że musiały go wychować niedźwiedzie, jak i Janusza wracającego z zakupów z Biedry. Bo gołoborza są wyjątkowe, podobnie jak nieliczne miejsca, gdzie mamy okazje je podziwiać.
By się o tym przekonać razem z Rakowem pojechaliśmy do Wałsnowa, gdzie rozpoczęliśmy naszą wędrówkę wśród jednego z najbardziej odludnych pasm Gór Świętokrzyskich - Pasma Jeleniowskiego.
Po początkowych problemach z odnalezieniem czarnego szlaku, przyszedł czas by nacieszyć się wędrówką pośród leśnych ostępów.
Ścieżka szybko jednak zaczęła piąć się pod górę i zamieniać w wielkie błotniste kałuże.
I tak dotarliśmy do czerwonej tabliczki informującej nas, ze już jesteśmy w rezerwacie.
Do jego głównych atrakcji należą potężne buki, trzecie największe gołoborze regionu i podobno jeden z najpiękniejszych punktów widokowych województwa. Będąc tutaj już kilkukrotnie, jeszcze nigdy nie miałem okazji znaleźć miejsca, skąd rozciągają się jakiekolwiek widoki, ale skoro powyższe informacje znajdują się nawet w przewodnikach turystycznych, stwierdziliśmy, ze coś tutaj musi być. Zabraliśmy się więc za poszukiwania. Jako pierwszą odwiedziliśmy wschodnią część
gołoborza.
 |
Wspinaczka pod górę trasą szlaku |
Wędrówka rumowiskiem wymagała od nas dużej uwagi, gdyż duże, ruchome głazy sprawiały, że w chwili stracenia równowagi o skręcenie kostki nie było trudno.
 |
Chrobotek rożkowaty |
Na obrzeżach rezerwatu spotkaliśmy parę uciekających jeleni, które najwyraźniej spłoszyły się od naszego głośnego stukania kijkami trekingowymi, które ciągle obijały się o kamienie.
W tym miejscu postanowiliśmy wdrapać się na najbliższe drzewo i spróbować zerknąć na okolicę.
I tutaj nastąpiła niespodzianka. Podczas mojej wspinaczki, w momencie, gdy próbowałem stanąć na wyższą gałąź, z jej wnętrza zaczęły dobiegać dziwne dźwięki. Szybko okazało się, że jestem nad gniazdem os! Kiedy to zrozumiałem, w mgnieniu oka znalazłem się na ziemi. Dalej powędrowaliśmy jeszcze przez chwilę niknącą wśród krzaków ścieżką. Następnie widząc szerszą drogę, skręciliśmy w bok. Po dłuższym czasie dowiedzieliśmy się, że jesteśmy już pod szczytem i by obejrzeć zachodnią część gołoborza, będziemy musieli znów wdrapać się na górę.
 |
Klimatyczna kapliczka idealnie wkomponowana w krajobraz |
Nie musieliśmy iść daleko, by pośród drzew zobaczyć widoki, które przebijały się wśród koron drzew.
Chcieliśmy jednak zobaczyć krajobraz w całej okazałości, dlatego mimo wcześniejszego niepowodzenia raz jeszcze postanowiłem wdrapać się na rozłożystego buka. No i cóż był to jeden z najlepszych pomysłów.
 |
Foto: Raku |
Będąc już w połowie drogi do wierzchołka widoki zapierały dech w piersi. Bez wątpienia miałem przed sobą niesamowitą panoramę na całe Łysogóry i dużo bardziej odległe zakątki województwa. Nie spodziewałem się, że Szczytniak kryje taką niespodziankę. Oczarowany jeszcze przez długi czas siedziałem na gałęzi, czując się, jakbym był w wysokich górach. Dla tych, którzy jednak nie chcą lub nie mogą zobaczyć panoramy z koron drzew, jest także ciekawa alternatywa, gdyż ok. 100 m od buka, na którego się wspinaliśmy tuż nad górną granicą gołoborza odsłaniają się równie piękne, lecz nie, aż tak obszerne widoki.
 |
Typowa roślinność świętokrzyskich gołoborzy |
By odnaleźć zdjęcia z niektórych rezerwatów naszego województwa trzeba się nieźle natrudzić.
Bez wątpienia należy do nich Rezerwat Małe Gołoborze, położony w bliskim sąsiedztwie Szczytniaka. Do tablicy z nazwą rezerwatu zaprowadził nas szlak czerwony. W tym miejscu postanowiliśmy zrobić sobie pierwszy postój. Podczas przerwy spotkaliśmy kilku turystów, w tym parę piechurów, z którą tego dnia mieliśmy okazję jeszcze kilka razy się zobaczyć :)
Ścieżka, która początkowo wydawała się doprowadzić nas wprost do celu, tuż przy tablicy z nazwą rezerwatu, skręciła w lewo i dalej musieliśmy poradzić sobie już bez niej.
Udało nam się jednak znaleźć to czego szukaliśmy - kolejne duuużo mniejsze od poprzedniego gołoborze.
 |
Dzięki prowadzonym w rezerwacie zabiegom pielęgnacyjnym sukcesja tutejszego gołoborza jest co roku zmniejszana |
Ale na tym nie koniec. W okolicznym wąwozie, do skraju, którego dotarliśmy całkowicie przypadkowo, gdyż nie mogliśmy odnaleźć drogi powrotnej; znaleźliśmy jeszcze kilka innych rumowisk z jeszcze większymi głazami.
Obok przydrożnej kałuży odnaleźliśmy świeże ślady wilka, co sprawiło, że czuliśmy się obserwowani. Na dodatek za bardzo oddaliliśmy się od szlaku i by z powrotem na niego wrócić, musieliśmy nadłożyć dodatkowe kilometry wśród leśnych bezdroży. Już drugi raz w tym roku odnaleźliśmy tropy tego niezwykłego, jednak niebezpiecznego stworzenia. Nigdy jednak nie mieliśmy okazji stanąć z nim oko w oko. Tak też było i tym razem. Dzięki temu w spokoju udało nam się wrócić do wędrówki szlakiem. Z koloru czerwonego ponownie powróciliśmy do czarnego. Przez leśne wąwozy, w których nie brakowało błota, szlak wyprowadził nas na drogę biegnącą do przełęczy Jeleniowskiej. Po trasie jednak doszło do zabawnej sytuacji, w której to wreszcie Ja nie brałem udziału. Bartek idąc przez jedną z wyżłobionych przez spływającą zboczem kolein, chciał dostać się na drugą stronę ścieżki. Postanowił więc przejść przez piaszczystą wysepkę, która wyglądała na dosyć stabilną. Szybko jednak zamieniła się w ruchome piaski i pochłonęła obuwie Rakowa. Sprawiło to, że trasa wycieczki musiała ulec zmianie i zostać skrócona. Mimo to do jej końca było jeszcze daleko, a dwa razy cięższe buty dodatkowo utrudniały sprawę.
Idąc dalej, na śródleśnej polance znowu spotkaliśmy naszą znajomą parę. Kiedy ponownie znaleźliśmy się na szlaku długo nie nacieszyliśmy się wędrówką drogą szutrową i szybko zaczęliśmy wspinać się na Górę Jeleniowską.
Na jej szczycie tym razem to my postanowiliśmy zrobić sobie postój. Miejscem do tego idealnym były szczytowe skałki.
 |
Największa ze skałek |
Pół godziny wystarczyło by na spokojnie zwiedzić teren rezerwatu.
 |
Nie mogliśmy zrezygnować z jedynej okazji na trasie do wspinaczki |
By zdążyć na ostatni autobus jadący do Kielc, kontynuowaliśmy naszą wędrówkę. Zaraz gdy tylko zeszliśmy ze szczytu i minęliśmy granicę lasu, raz jeszcze spotkaliśmy naszą znajomą parę, która była dosyć zdziwiona naszym widokiem. Teraz jednak wystarczył porozumiewawczy uśmiech i powędrowaliśmy dalej. Po wkroczeniu do Paprocic, na deser została nam jeszcze ostatnia górka na trasie - Kobyla Góra. Wśród lasów które podczas wojny odegrał się szereg walk w obronie naszej ojczyzny, dotarliśmy do szczytu.
Dalej przekroczyliśmy niewielki strumyczek. Droga do naszego przystanku w Trzciance, była już bardzo prosta i nawet z moimi umiejętnościami gubienia się, niemożliwa do zabłądzenia.